Boarder Zone: Supreme Snowboarding

Boarder Zone: Supreme Snowboarding
1 vote, 4.00 avg. rating (78% score)

Boarder Zone: Supreme Snowboarding

Dawno, dawno temu… Nie! To zły początek. Parę godzin temu… Już lepiej! No więc: parę godzin temu jopiłem się jak głupi w telewizornię. Polonia Warszawa kopała właśnie tyłek Widzewowi na pięknym, zielonkawym boisku, gdy nagle zaczął padać śnieg. Biały puch prosto z nieba sfruwał sobie radośnie przykrywając zimną pierzynką wesoło kiełkujące źdźbła trawy. Z miejsca zrobiło się ślisko, ciemno i niebezpiecznie. Piłkarze raz po raz walali się po ziemi, pozostawiając za sobą długie smugi czarnej, zrytej ziemi. A mecz z miejsca zrobił się nudny. Bo to naturalne, że piłka nożna w śniegu przestaje być finezyjnym sportem. Precyzja, szybkość czy refleks tracą na znaczeniu i zastępowane są przez tak kuriozalną umiejętność jak zdolność utrzymania się w pozycji pionowej. Potrzeba jest do tego elastyczność, genetyczne predyspozycje do małpiego balansowania ciałem, wreszcie niewielki wzrost ułatwiający przemieszczanie się po lodzie. A tego przeciętny piłkarz opanowanego nie ma.
Balansowanie… Ci deskowcy to mają balansowanie! Wchodzą sobie na szczyt góry, wrzucają na nogi deskę i sru… mkną w dół z szybkością błyskawicy. Następnie z mozołem wspinają się na górę, z powrotem zajmują miejsce na szczycie, przypinają odpiętą przed chwilą deskę i po raz kolejny gnają na dół. Niby syzyfowa to rozrywka, ale jakże przyjemna!
Niestety, mamy marzec i zima się kończy. Latem zaś, gdy braknie śniegu, deskowcy nudzą się pociągając piwko w bacówkach, lepiąc bałwana z gliny wyciągniętej z chłodnego strumyka, wspominając dawne, lepsze czasy. Tęsknią oni do zjazdów, do atmosfery szaleństwa, do sportu pozwalającego im się wyżyć. A przecież mogliby sięgnąć po ulubionego peceta (lub Dreamcasta) i odpalić „Boarder Zone” (tytuł alternatywny – „Supreme Snowboarding”). Dobra zabawa gwarantowana!
Program otrzymał bardzo dobre oceny w zachodniej prasie i jego marcowa premiera jest tam „strongly” oczekiwana. Wynika to z przyjętego przez programistów z Housemarque założenia, że gra ma przede wszystkim oddawać atmosferę śniegowego szaleństwa, a dopiero w drugiej kolejności stanowić symulację śniegowej deski. W związku z tym w kąt poszły znane z innych gier zimowo – sportowych ograniczenia, pozwalające poruszać się tylko i wyłącznie w ściślej wyznaczonym „korytarzu” zwanym trasą. „Boarder Zone” ma znacznie więcej swobody!
Trasy, oczywiście, będą. Każda z 9 dostępnych umiejscowiona została w jednym z trzech „środowisk”. I tak: trasy alpejskie wieść będą przez pełną ostrych spadków i wzniesień okolicę, poprzez jaskinie i przepiękne lodowe rozpadliny. Kolejny rodzaj, trasy leśne, położone są jak sama nazwa wskazuje w lasach leśnych 🙂 rozciągających się na górskich zboczach. Zamarznięte strumienie powiodą zjeżdżającego ze startu wprost w objęcia mety. Trasy „wioskowe” to coś dla sympatyków kurortów i turystycznych centrów. Niezbyt gęsta, charakterystyczna dla Niemiec czy Francji zabudowa, hoteliki i jednorodzinne domki przetykane będą śniegowymi autostradami, po których mknąć będzie gracz. Autorzy twierdzą, iż możliwym będzie opuszczenie obranej trasy celem wyszukania jakiegoś „skrótu” pozwalającego szybciej i pewniej wygrać grę. Sam zaś wybór trasy będzie miał związek z ich trudnością – przygotowano zjazdy zarówno dla lamerów, jak i killerów. Do tego dojdą warunki pogodowe, takie jak świecące w oczy słońce, ciemna noc, opady śniegu czy mgła. Jak więc widzicie, otoczka programu wygląda całkiem imponująco.
Snowboard różni się tym od nart, że nie zawsze ten, który najszybciej przejedzie trasę, wygrywa. Owszem, tryb race, w którym bierze udział do 8 zawodników (w tym po sieci), właśnie na tym polega. Jednak jest jeszcze Big air, turniej premiujący tych, co lubią się na desce powygłupiać. Liczne rampy, podesty i skocznie (wliczając w to dachy domków) pozwolą graczom na wyczynianie w powietrzu jazzów nie gorszych niż te, jakie Santana wykręca na gitarze. Ostatni tryb, zwany Half pipe, zmusi gracza do wykonania maksymalnie dużej liczby ekwilibrystycznych ewolucji w ciągu paru krótkich minut. Oczywiście będą też pojedyncze zawody, mistrzostwa, rozgrywki sezonowe i trening – jak w każdej grze sportowej.
Techniczna strona gry jest nie mniej imponująca. W pecetowej wersji wykorzystane będą wszelkie cudeńka oferowane przez procesory P3 i AMD K7. Obecne na rynku dopalacze otrzymają wsparcie, choć posiadanie ich nie będzie niezbędne do uruchomienia programu. Dostępne rozdzielczości grafiki oscylować mają pomiędzy 320×240 a 1600×1200 w 16 i 32-bitowej palecie kolorów. Całość zepnie przygotowany przez Hybrid silnik „Surrender 3D”. Został on wykorzystany przy produkcji „Wizardry 8” i „Starlancera”, co może świadczyć o jego dużej rozpiętości tematycznej (wszak te gry to RPG i żadna z nich nie ujrzała jeszcze światła dziennego). Pozwala na nielimitowane umiejscawianie źródeł światła i realizację dość trudnego efektu przejrzystości. Wreszcie każdy „deskarz” ma się składać z ponad 2300 polygonów, co w porównaniu z trzema setkami w „SnowWave Avalanche” wydaje się być niesamowite. O tym, iż będzie on animowany szkieletowo, nawet nie będę wspominał…
Wszystko wskazuje na to, że gdy „Boarder Zone” wreszcie się pojawi, będzie niemałym przebojem. Oczywiście nie należy spodziewać się jego obecności na listach przebojów – to niestety nie ten gatunek gier – ale z pewnością tłumy spragnionych wrażeń graczy sięgną po elektroniczną deskę i pognają w dół na złamanie karku. Radzę więc zwrócić uwagę na ten tytuł, gdy pojawi się w sklepach. Kto wie, może przytrzyma was przed monitorem dłużej niż „Quake 3 Arena”?

Ciekawe wpisy:

About author